www.villan.gortent.pl


gortent | higow | jahop | cidet | silop | serta | fibad | villan | fizder | RSS

Uciekli do Rumi przed pracą na roli

1947 był szalonym rokiem dla Władysława i Eugenii. Dopiero w kwietniu tego roku Władysław Ziemiński wyszedł z wojska i wrócił w rodzinne strony - w okolice Zamościa. Miesiąc później poznał Eugenię, we wrześniu się zaręczyli, a w listopadzie byli już małżeństwem. W maju 1947 roku kolega Władysława brał ślub i zaprosił go na wesele. Zaproszenie na ten ślub, tyle że od panny młodej, dostała też Eugenia. I w ten sposób się poznali.
- Przychodzę na wesele, patrzę, ładna dziewczyna, to poszedłem się zapoznać - opowiada pan Władysław. - Przypadliśmy sobie do gustu i zaczęliśmy się spotykać.
- Czy ja wiem, czy to była miłość od pierwszego wejrzenia - zastanawia się Eugenia Ziemińska. - Coś tam jednak zaiskrzyło między nami, bo w końcu się przecież pobraliśmy.
Miłość między młodymi rozkwitała, jednak ze spotkaniami było trudno. Eugenia mieszkała 12 kilometrów od Władysława, a ten całymi dniami pracował na roli.
- Spotykaliśmy się co niedzielę - mówi Władysław Ziemiński. - Wsiadałem na rower i jechałem pod kościół, gdzie żona śpiewała w chórze. Kawał drogi musiałem przejechać.
- Rzeczywiście, Władek co niedzielę na mnie czekał - przyznaje pani Eugenia.
We wrześniu pan Władysław postanowił się oświadczyć. Eugenia nie odmówiła i już dwa miesiące później stanęli na ślubnym kobiercu.
Świeżo upieczeni państwo Ziemińscy swojej przyszłości nie chcieli jednak wiązać z pracą na roli. Marzyło im się coś innego. I właśnie w poszukiwaniu tego czegoś innego trafili do Rumi.
- Ja podczas wojny kawał świata zwiedziłem. Widziałem, jak można żyć. Dlatego praca rolnika mi się w ogóle nie uśmiechała. Zresztą mojej żonie również - tłumaczy swoją decyzję pan Władysław.
- Miałam rodzinę w Rumi, więc tu się zaczepiliśmy - dodaje pani Eugenia.
Początki były trudne, ale z czasem oboje znaleźli prace, które ich satysfakcjonowały - Władysław w porcie rybnym w Gdyni, a Eugenia jako krawcowa - i oboje zżyli się z Rumią.
- Czuję się prawdziwym rumianinem. Z Zamościem niewiele mnie już łączy - twierdzi Władysław Ziemiński.
Pytani, jak minęło im 60 lat wspólnego życia, oboje zgodnie twierdzą, że ... szybko.
- Ten czas minął jak z bicza strzelił - mówią wspólnie. - Czasami wydaje się, że ślub braliśmy tydzień temu.
Państwo Ziemińscy dochowali się córki i syna, 2 wnuków oraz prawnuka i prawnuczki.
- Prawnuki to teraz nasze oczko w głowie. Często nas odwiedzają - dodaje Eugenia Ziemińska.



13817 |18837 |19935 |9504 |15629 |15586 |3074 |4982 |16009 |9714 |